sobota, 24 października 2015

Rozdział 3

Kassi

1 września
   Przepychałyśmy się wraz z Elisabeth przez korytarz w pociągu. Od dziesięciu minut szukałyśmy wolnego przedziału. Było to trudne ze względu na nasze ciężkie kufry, które targałyśmy ze sobą.
Zobacz, tu chyba jest wolne – zwróciła się do mnie Lis. Odetchnęłam z ulgą i otworzyłam drzwi.
W kącie siedziała rudowłosa dziewczyna, ubrana była w czarno–czerwoną szatę oraz krawat w paski. Koło niej leżał nieznajomy z gazetą na twarzy. Nagłe ruszenie pojazdu spowodowało, że wylądowałam na podłodze.
Nic ci nie jest? – usłyszałam nieznany mi głos. Uniosłam wzrok i zamarłam. Przede mną stał wysoki chłopak z wyciągniętą w moim kierunku dłonią. Jego czarne włosy były rozczochrane, co sprawiało, że wyglądał na jeszcze bardziej przystojnego. Zielone jak szmaragd oczy zmierzyły mnie od stóp do głów. Zarumieniłam się i skorzystałam z pomocy.
Chyba nie, dziękuję. – Uśmiechnęłam się do niego ciepło.
Siadajcie – zaproponowała nam jego towarzyszka. Położyłyśmy kufry na górnych półkach i zajęłyśmy puste miejsca. – Nazywam się Rose Weasley.
Jestem James Potter – przedstawił się.
Kassi Miller – odparłam – A to Elizabeth Harper. – Przyjaciółka kiwnęła lekko głową na znak przywitania.
Czekaj, czekaj ... Czy wy jesteście dziećmi Złotej Trójki? – spytała Lisa.
Tak, to nasi rodzice. – Uśmiechnęła się szeroko.
Zawsze chciałam ich poznać – oświadczyłam z entuzjazmem. – Jacy oni są? Czy to prawda, że byli w Komnacie Tajemnic?
Przez większość podróży nasi nowi znajomi opowiadali nam o swojej rodzinie i nie tylko. Głównie mówił jednak młody Potter. Widać było, że jest dumny z dokonań swojego ojca. Jednym słowem był " wpatrzony w niego jak w obrazek ".
Chciałbym być kiedyś taki jak on – zakończył swoją wypowiedź.
Co tutaj w ogóle robicie, bo na pierwszoroczniaków nie wyglądacie? – zapytała piegowata dziewczyna.
Przeniosłyśmy się z Akademii Magii Beauxbatons i będziemy uczyć się w Hogwarcie – odpowiedziała Elisa.
Dlaczego akurat Hogwart? Co się stało, że zrezygnowałyście z Akademii?
Sytuacja tego wymagała – powiedziałam szybko. – Podobno jest najlepszą szkołą magii w dziejach.
Tak, to naprawdę niezwykłe miejsce. Mam nadzieję, że wam się również spodoba.
Na pewno – odparła moja przyjaciółka.
Nagle rozległ się huk i odgłos hamowania. Z sąsiednich przedziałów dało się słyszeć krzyki, głównie kobiece. Wraz z Rose wyjrzałyśmy zza drzwi.
Proszę zachować spokój! – starał się przekrzyczeć tłum konduktor. – Nastąpiła mała awaria. Wszyscy są proszeni o opuszczenia pociągu!
Niech się tylko mój ojciec o tym dowie! – wrzasnął jakiś chłopiec, który krzyczał najgłośniej ze wszystkich.
Powiedz mu, żeby więcej pieniędzy przeznaczył na transport – odparł konduktor. Blond włosy mruknął coś pod nosem, a następnie wyszedł jednym z wyjść awaryjnych.
Co się stało? – spytał James.
Musimy się ewakuować – odparła Rose, szykując się do wyjścia.
Jak to? – zdziwił się.
Pociąg jest uszkodzony – odpowiedziała, zawiązując sobie szal wokół szyi.
W takim razie chodźmy. – Wyszliśmy z pomieszczenia i skierowaliśmy się w stronę drzwi. Po chwili poczułam, jak ktoś chwyta mnie za rękę. Kiedy się odwróciłam, zobaczyłam Elizabeth. Nie miałam pojęcia, dokąd mnie prowadziła. Po pięciu minutach byłyśmy oddalone od transportu na kilka metrów. Moja przyjaciółka wyciągnęła z torebki różdżkę.
Nie mam zamiaru czekać, aż przylecą po nas aurorzy – powiedziała.– Przenosimy się. Zgłupiałaś! – krzyknęłam.– Namierzą cię! Możemy użyć świstoklików, razem ...
A jeśli zaczną sprawdzać nasze kufry albo różdżki ? Wiesz dobrze, czym może się to skończyć... – weszła mi w słowo przyjaciółka. – A teraz złap mnie za rękę. Teleportowałyśmy się niedaleko boiska do quidditcha.
Trochę to trwało, zanim znalazłyśmy się w szkole. Pokonałyśmy szybko schody i weszłyśmy do zamku.
Wszyscy uczniowie są już na rozpoczęciu roku szkolnego, a my jak zwykle spóźnione - zwróciłam się do Lisy.
To tylko parę minut, nie przesadzaj – wywróciła oczami i podeszłam do dużych, brązowych drzwi.
Co ty wyprawiasz ? – zapytałam. – Chcesz tak po prostu wejść?
A co mam zrobić ?
Ja nie wejdę. Będą gapić się na mnie. A tego już raczej nie zniosę. W moim obecnym stanie...
Przestań się przejmować wyglądem. Ja też nie wyglądam na miss, ale chyba musimy uczyć się w Hogwarcie. Wślizgniemy się niepostrzeżenie – zapewniła mnie. – Mam nadzieję... – dodała już ciszej, myśląc, że nie słyszę. Usłyszałyśmy cichy stukot, który przerwał naszą rozmowę. Zza rogu wyszedł przygarbiony mężczyzna. Na nasz widok zmusił swoją twarz do uśmiechu i podszedł do nas.
Zaraz pani dyrektor wszystkiego się dowie – wycedził przez zęby mężczyzna i zacisnął swoje dłonie na naszych ramionach.
Nim się obejrzałyśmy, byłyśmy ciągnięte w stronę nieuniknionego. Próbowałyśmy jakoś uciec, lecz nasz trud był daremny. Starzec otworzył z impetem ogromne drzwi. Wielka Sala była obszerna i długa na kilkadziesiąt stóp. Jej wyposażenie stanowiły przede wszystkim stoły: cztery długie dla uczniów oraz jeden nauczycielski. Zamiast zwyczajnego sufitu, nad naszymi głowami widniało niebo odzwierciedlające aktualną pogodę panującą na zewnątrz zamku.
Pani McGonagall, jakieś dziewuchy pałętały się po szkole bez opieki! – zaskrzeczał mężczyzna. Przed nim stała starsza kobieta z siwymi włosami, upiętymi w ciasny kok. Na nosie miała okulary z okrągłymi soczewkami. Ubrana była w zieloną szatę.
Argusie, przestań krzyczeć – powiedziała spokojnym, aczkolwiek stanowczym głosem – To nasze nowe uczennice z Akademii Magii Beauxbatons. A was, młode damy, proszę za mną – zwróciła się w naszą stronę.
Gabinet pani McGonagall był mały, lecz przytulny. Na ścianach wisiały ruchome portrety poprzednich dyrektorów Hogwartu. Ostatnim z nich był Albus Percival Wulfryk Brian Dumbledore. Świat magii wiele mu zawdzięczał. Po części dzięki niemu Czarny Pan został pokonany.
Siadajcie, dziewczęta – powiedziała ciepłym głosem kobieta – Napijecie się czegoś? Może herbaty?
Z chęcią – odparłam.
Jak minęła podróż? Dotarłyście jako ostatnie.
Był problem z transportem – powiedziała moja przyjaciółka.
Wiecie, że teleportacja jest zabroniona, tak samo jak wycieczki do Hogsmeade bez zgody nauczyciela?
Przepraszamy – odparła ze skruchą Elisa. – W Beauxbatons panują trochę inne zasady.
Dobrze, następnym razem zapoznajcie się z regulaminem szkoły. – Dyrektorka podeszła do lekko zniszczonego kapelusza i wzięła go do ręki. – Musicie przejść ceremonię przydziału
Spojrzałam kątem oka na Elizabeth. Mimo tego, że zawsze emanował od niej spokój i opanowanie, wyglądała na zestresowaną. W dłoni ściskała pustą filiżankę po herbacie. Musiała to zauważyć dyrektor Hogwartu, która uśmiechnęła się szeroko. Podeszła do biurka i wzięła Tiarę Przydziału, którą chwilę później położyła na głowę mojej przyjaciółki.
Kolejny potomek Harperów zawitał do Hogwartu. Sądzę, że nie będzie problemu z przydzieleniem ciebie do odpowiedniego domu. Czysta krew, ambicja, dobra ręka do czarów, ale jesteś także inteligentna, szlachetna i odważna. Zaraz, zaraz, jak to? Jesteś tego pewna? No, dobrze skoro tak... GRYFFINDOR! – Lisa odepchnęła z ulgą. Ja natomiast coraz bardziej się stresowałam.
Dobrze, teraz twoja kolej – oświadczyła kobieta. Odetchnęłam głęboko.
Kontakt ze stworzeniami magicznymi. Na pewno czułabyś się dobrze w Hufflepuffie, jesteś też szczera oraz sprawiedliwa. Gryffindor, proszę powiedz Gryffindor.modliłam się
Podjąłem decyzję ! Gryffindor ! Uśmiechnęłam się z zadowoleniem.
Gratuluję – powiedziała cicho dyrektorka Hogwartu. Następnie wytłumaczyła nam, jak dotrzeć do Wieży Gryffindoru.– Rano dostaniecie rozpiskę zajęć, której koniecznie macie się trzymać – dodała na koniec.
Dobranoc, profesor McGonagall – pożegnałyśmy się i wyszłyśmy z gabinetu.
Dojście do dormitorium trwało dłuższą chwilę. Lisa wypowiedziała hasło. Po krótkim czasie portret ukazał nam przejście do Pokoju Wspólnego.
Po wejściu przez próg zauważyłam dużą świetlice z kominkiem oraz dwie klatki schodowe prowadzące do sypialni dziewcząt i chłopców. Przebywało tam około setki czarodziei w przeróżnym wieku. Kątem oka dostrzegłam Rose zmierzającą w naszym kierunku, niosącą kufle z piwem.
A więc Gryffindor – uśmiechnęła się w moją stronę, pokazując jednocześnie nową szatę.
Za Gryfonów! – krzyknął jakiś chłopiec o brązowych włosach.
Za Gryfonów – powiedziałyśmy wszystkie zgodnie i pociągnęłam łyk alkoholu.



_______________________________________________
Przepraszam Was, że tak długo mnie nie było, ale miałam problemy natury technicznej. Jak widzicie wstawiłam nowy szablon na bloga, za którego dziękuję Kaylo.

Obserwatorzy